Zamknij

Między absurdem a sztuką naiwną. Najdziwniejsze obiekty małej architektury sakralnej regionu radomskiego

Między absurdem a sztuką naiwną. Najdziwniejsze obiekty małej architektury sakralnej regionu radomskiego

Zdarza się, że wśród przydrożnych kapliczek, figur i krzyży trafiają się obiekty wymykające się wszelkim znanym schematom, dosłownie łamiące pewne zasady i nasze pojęcie o pięknie i kanonie sztuki prezentowanym przez małą architekturę sakralną.

Zdarza się, że wśród przydrożnych kapliczek, figur i krzyży trafiają się obiekty wymykające się wszelkim znanym schematom, dosłownie łamiące pewne zasady i nasze pojęcie o pięknie i kanonie sztuki prezentowanym przez małą architekturę sakralną. Ludzka pomysłowość nie zna granic, stąd nie raz zdarza się nam zatrzymać przed obiektem i stanąć „zamurowanym” – nie mogąc dowierzyć zamysłowi twórcy danej kapliczki i nie mogąc wyjść z podziwu nad finalnym efektem jego pracy. Nie raz w takich sytuacjach przychodzi nam się zastanowić, czy to co widzimy – dany niecodzienny i często wręcz kuriozalny obiekt sakralny, wyczerpuje znamiona absurdu, czy po prostu jest przykładem współczesnej sztuki naiwnej. Często nie wiadomo czy obcujemy jeszcze z sacrum, czy mamy już do czynienia z profanacją. Niniejszym artykułem pragnę wynotować i opisać garść przykładów takich właśnie obiektów małej architektury sakralnej z okolic Radomia. Pragnę jasno i jednoznacznie zaznaczyć, że nie jest moją intencją deprecjonowanie w jakikolwiek sposób opisywanych obiektów i stawianie pod pręgierzem ich twórców. Nie chciałbym, aby ktokolwiek wykorzystał treść niniejszego artykułu w celach obśmiewania dzieł rąk ludzkich[i], gdyż w zdecydowanej większości przypadków (o ile nie w stu procentach) są one wyrazem autentycznej wiary ludzi, zmaterializowanym (wprawdzie często w karykaturalny sposób) świadectwem ich pobożności, wreszcie namacalnym przykładem tego, w jakie rejony może zawędrować dzisiejsza sztuka sakralna. Nawet jeżeli czasem w poniższych ocenach pojawi się ton żartu, uśmiechu, czy spojrzenia „z przymrużeniem oka” – będzie to przede wszystkim wyraz żywej radości z bogactwa dziedzictwa kulturowego naszego regionu.

Na początek wypadałoby pochylić się chwilę nad problematyką malowania (na kolor biały, niebieski, srebrny, złoty, zielony itp.) oraz polichromowania (wszelkie „makijaże” przydawane świątkom) niewielkich budowli sakralnych. Niejeden miłośnik kapliczek rozrywał już szaty nad potraktowaniem danej kapliczki, figury czy krzyża „majtkowym” kolorem – i to malując w ten sposób (najczęściej farbami olejnymi) kamienne rzeźby. Piszącemu te słowa też zdarzyło się wylać swój żal w jednej z podobnych sytuacji[ii]. Tradycyjne ludowe bielenie przydrożnych kapliczek, czy też malowanie ich w tonach ultramaryny niewątpliwie posiada swoje atuty i przydaje takim obiektom niepowtarzalnej urody, jakiej nie jest w stanie doścignąć współczesna technologia remontowo-budowlana, której efekty spotykamy coraz częściej na licach małej architektury sakralnej. Czasem jednak zastosowany kolor, często w ujęciu całościowym w stosunku do kapliczki, figury, czy krzyża – przynosi efekt, wobec którego trudno przejść obojętnie. Dla przykładu – tak jak w kościołach spotykamy często złote figury wyniesionych na ołtarze świętych, tak przy drogach i opłotkach możemy czasem zetknąć się z ich lito-srebrnymi odpowiednikami. Tak jest choćby z figurą św. Jana Nepomucena z Piastowa (gm. Jedlińsk)[iii], czy pochodzącą z 1803 r. statuą tego świętego z Klwatki Szlacheckiej (gm. Jedlińsk)[iv]. Obie rzeźby (pierwsza wolnostojąca, druga pod arkadową kapliczką z czterospadowym dachem) od stóp do głów pokryte są jaskrawosrebrną farbą. Dość osobliwie w kontekście przytoczonych figur św. Jana Nepomucena wypada jeszcze jedna z nich – tym razem z Gaworzyny (gm. Iłża). Tu po niegdysiejszym zapewne całościowym posrebrzeniu świętego dziś w kolorze cennego kruszcu pozostała mu jedynie twarz[v]. Jeszcze większe „wrażenie” wywiera rzeźba Św. Jana Nepomucena znajdująca się w Borkowicach. Tu niemal całą postać świętego (poza komżą, która pozostała biała) pomalowano na czarno – łącznie z twarzą[vi]. Jakkolwiek dziwnie by to zabrzmiało można powiedzieć, że w miejscowości, w której swego czasu proboszczem był ks. Jan Wiśniewski, nie mamy rzeźby Nepomuka, lecz „Negro-muka”...

Zupełnie odrębnym tematem są różne mało udane, najczęściej mocno przesadzone i przerysowane barwne modelunki twarzy kapliczkowych świątków. Jako, że większość z tak ozdobionych postaci to gipsowe figury Maryi – można by żartobliwie założyć, że cała ta szeroka grupa to wyobrażenia Marki Bożej na wzór rzekomych objawień w - dajmy na to – wymyślonym chorwackim mieście «Makijaż». Do grona takich „wyszminkowanych”, „wypudrowanych”, „pociągniętych tuszem do rzęs” itp. figur można zaliczyć np. te z kapliczek w Zalesiu (gm. Skaryszew)[vii], Chronowie Kolonii (gm. Orońsko)[viii], Politowie i Wymysłowie (gm. Borkowice)[ix], Sukowskiej Woli (gm. Przytyk)[x], Stawiszynie (gm. Białobrzegi)[xi], czy Rudzie Wielkiej (gm. Wierzbica)[xii]. Z niecodzienną i trochę innego rodzaju sztuką wizażu mamy do czynienia w przypadku figurki Maryi z kapliczki przydrożnej w Guzowie (gm. Orońsko). Tu Matka Jezusa od stóp do głów przystrojona została w różnokolorowe płatki sztucznych kwiatów, przybierając niecodzienną, „pierzastą” postać[xiii]. Całość czyni wrażenie na pewno niecodzienne, ale z pewnością udane. Wypada się jednak zastanowić, czy aby inspiracją przy tworzeniu tego dzieła nie był barwny korowód karnawału w Rio de Janeiro...? Ale różnorakie „makijaże” trafiają się także na twarzach innych świętych pańskich – jak choćby w przypadku figury św. Tekli z Wielogóry (gm. Jedlińsk), której raz „trafiło się” spojrzenie zezowate, innym razem znów nieludzko błękitnookie[xiv]. Omawiane zabiegi malarskie nie omijają rzecz jasna także i wyobrażeń Chrystusa. Przykładem tego morze być chociażby kamienny krucyfiks wieńczący przydrożną kapliczkę ze wspomnianego już Chronowa Kolonii (krwawe usta Zbawiciela powstały być może wskutek działania tej samej artystycznej ręki, która tamtejszej figurce Maryi przyprawiła subtelny, urzekający uśmiech...?). Z kolei niewielki, gliniany Chrystus z wnęki najstarszej kapliczki przydrożnej w Radomiu (stojącej przy zbiegu ulic Wierzbickiej i Bocznej) kilka lat temu „przefarbowany” został na rudo[xv]. Tuż za ogrodzeniem jednego z podwórek na Glinicach (ul. Tadeuszowska 42) znajduje się figura Chrystusa upadającego pod ciężarem krzyża. Swego czasu polichromia twarzy Zbawiciela przedstawiała się bardzo osobliwie – artysta-malarz uznał, że należy wprost ukazać trud drogi krzyżowej Jezusa, stąd jedno oko tejże figury ukazane zostało z wielkim siniakiem wokół – mówiąc wprost i bez ogródek – Chrystus pod prawym okiem „miał niezłą śliwę”[xvi]. Jeszcze bardziej w naturalizm i dosłowność poszedł jednak nieznany stroiciel pasyjki zdobiącej żeliwny krzyż wieńczący kapliczkę stojącą na skarpie przy ul. Jana Pawła II/Osiedlowej w Radomiu. Tu, jak się wydaje, inspiracja zaczerpnięta została ze znanego filmu „Pasja” w reżyserii Mela Gibsona, gdzie autor nie szczędził w ukazywaniu zbroczonych krwią szczegółów Męki Chrystusa. Zdaje się, że osoba, która wykonała polichromię omawianej pasyjki poszła właśnie tym samym tropem. Widzimy bowiem postać ukrzyżowanego Jezusa o zupełnie białym kolorze skóry (może odzwierciedlenie bladości agonii?), którego ciało pokryte jest dziesiątkami krwawych ran, bruzd i okaleczeń (co wyraża krwista czerwień farby)[xvii]. Całość tworzy niecodzienny, z pewnością przykuwający uwagę widok (jednym z pierwszych skojarzeń piszącego te słowa było upodobnienie omawianego wizerunku Chrystusa do sierści jakiegoś cętkowano-pasiastego zwierzęcia, np. tygrysa...). Jakby tego było jeszcze mało na radomskim Ustroniu przez parę lat betonową ścianę podtrzymującą skarpę ul. Osiedlowej zdobiło jeszcze jedno, chyba nawet bardziej osobliwe malowidło. Dokładnie graffiti – wytwór popkultury, jakże często obecny wśród blokowisk z wielkiej płyty. Obraz, o którym chcę wspomnieć, musiał niewątpliwie wprawiać w osłupienie niejednego starszego mieszkańca osiedla. Jak sądzę w niejednym z nich wywołał nawet zgorszenie, jako jawny przykład profanacji tego co święte dla wiernych kościoła katolickiego. Ale do rzeczy – chodzi o malowidło, które piszącemu te słowa udało się znaleźć na początku 2015 r. (obecnie jest niemal całkowicie zamalowane), a przedstawiające ukrzyżowanego czarnoskórego mężczyznę, który zamiast korony cierniowej miał na głowie opaskę, a w miejscu perizonium artysta umieścił prostokątne pole z napisem w trzech linijkach[xviii]. Napis ten, brzmiący: „PARENTAL / ADVISORY / 1971-1996” oraz umieszczony obok podpis „MAKAVELI” pozwalają w zupełności rozszyfrować zagadkę „czarnoskórego Chrystusa” z radomskiego Ustronia. Rzecz jasna nie mamy tu do czynienia z Synem Bożym, a jedynie skopiowaniem pewnej popkulturowej ikony – identyczny obraz umieszczony został na okładce albumu artysty kryjącego się pod pseudonimem Makaveli (znanego bardziej jako 2 Pac)[xix] zatytułowanego „The don killuminati. The 7 day theory” i wydanego w 1996 r. Artysta ów był amerykańskim raperem. Żył we wskazanych na malunku latach (zmarł w wyniku strzelaniny), a wspomniany album z jego ukrzyżowanym wizerunkiem wydany został już po jego śmierci. Po powyższych wyjaśnieniach sprawa wydawać się może banalna. Ktoś 20 lat po śmierci rapera z USA namalował jego przedstawienie z okładki albumu, na którym sam piosenkarz wyraźnie zaznaczył: „In no way is this portrait an expression of disrespect for Jesus Christ” (W żadnym wypadku ten portret nie jest wyrazem braku szacunku dla Jezusa Chrystusa) a z pewnością swego czasu całe Ustronie żyło tą sprawą, żeby nie powiedzieć – było owym malunkiem wysoce zgorszone...

Powracając do wyobrażeń dosłownych, niekiedy wręcz aż zbyt przerysowanych w swojej jednoznaczności komunikatywnej, pora przejść od polichromii i wizerunków z wnętrz kapliczek – do nich samych. Na początek dwa ciekawe obiekty z grupy krzyży „post mortem” – stawianych pośmiertnie najczęściej na miejscu tragicznych wypadków drogowych. Jeden z takich krzyży stoi przy ul. Energetyków w Radomiu – na poboczu drogi wiodącej w kierunku Lesiowa, na wprost oczyszczalni ścieków. Obiekt składa się z prostego, typowego krzyża wykonanego z metalowych rurek, z promieniami łaski ukazanymi poprzez przyspawane druty. Jednoznaczny i sugestywny komunikat o tym skąd ten krzyż się tu wziął i co oznacza przekazuje stanowiąca niejako jego podstawę opona samochodowa wypełniona piaskiem – pośród której obiekt ustawiono[xx]. Jeszcze bardziej wymowny i zdecydowanie bardziej „artystyczny” (choć wielkością skromniejszy) jest krzyż pośmiertny stojący przy skrzyżowaniu ulic Struga i Szklanej w Radomiu. Znaczy on miejsce tragicznej śmierci motocyklisty. Znaczy dosłownie: obiekt przedstawia bowiem niewielki krzyż zespawany z elementów silnika (tłoki, wał) ustawiony na kasku motocyklowym. Dowiadujemy się nawet dokładnie o imieniu i czasie życia człowieka, którego śmierć krzyż upamiętnia. Na szybie kasku znajduje się napis: „DAWID / 06 09 1991 – 03 09 2012”[xxi]. Jedno z wielu pytań, jakie rodzą się gdy widzi się ten krzyż każe zastanowić się, czy intencją bliskich, którzy wystawili ten niecodzienny pomnik, była chęć niekonwencjonalnego upamiętnienia młodego człowieka, który zginął na motocyklu, czy też wysłanie wyraźnej przestrogi dla innych nierozważnych kierowców takich jednośladów...?

Pora na kilka niecodziennych „wezwań” Matki Bożej, jakie – mówiąc z przymrużeniem oka – dopisać można do kanonu litanii loretańskiej – a wszystko dzięki uważnemu oglądowi obiektów małej architektury sakralnej regionu radomskiego i niezwykłej pomysłowości lokalnych twórców kapliczek. Znamy już kilka figurek na «wzór» „Matki Bożej w Makijażu”, przedstawiona został Maryja „Pierzasta”. A słyszał ktoś o zdobiącej ładnych parę lat jedno z radomskich podwórek „Matce Bożej Gruzińskiej”? Otóż tak można by określić kapliczkę z prywatnej posesji przy ul. Starokrakowskiej 33 (dziś obiekt już nie istnieje), gdzie fundatorka zapragnęła ustawić figurkę fatimską na kopczyku z polnych kamieni. Tych niestety widocznie zabrakło do wykonania piramidalnego cokołu, stąd jego wygląd przybrał postać stożka złożonego w większości z niezbyt urodziwego ... gruzu[xxii]. Efekt – fakt faktem – nie powalał, ale piszącemu te słowa udało się porozmawiać z twórczynią kapliczki i poznać intencję jej wzniesienia. Ta była szlachetna i co więcej – została wysłuchana. Można by więc skonkludować, że Matce Bożej nawet kapliczka zbudowana z betonowych odpadów nie wadzi – byleby chęć modlitwy była szczera. Takim to sposobem Bogurodzica obaliła w gruzy kolejny z naszych stereotypów, dotyczących kanonu piękna...

Na równie niekonwencjonalny materiał do budowy kapliczki zdecydowali się twórcy obiektu z miejscowości Ryków (gm. Wieniawa). Otóż figura Matki Bożej Niepokalanej umieszczona jest tu wewnątrz osadzonej na betonowym cokole … rury kanalizacyjnej[xxiii]. Najwyraźniej cylindryczny kształt plastikowej rury miał idealny kształt i wielkość, aby stać się przydrożnym domkiem „Matki Bożej Kanalarskiej”. Twórcy obiektu być może nie zastanawiali się nad tym, że standardowo wnętrze podobnych akcesoriów wodno-kanalizacyjnych służy do transportowania … np. ścieków. A może poszli zupełnie innym tokiem myślowym, którego piszący te słowa nie jest w stanie zrozumieć i odgadnąć? Cóż więcej powiedzieć? - Różnymi kanałami błądzą ludzkie myśli...

Równie niecodziennie prezentuje się kapliczka z figurą Matki Bożej ustawiona przy zbiegu ulic Leśnej i Szkolnej w Sołtykowie (gm. Skaryszew)[xxiv]. Głównymi elementami konstrukcyjnymi obiektu są – jak się zdaje – różnej wielkości i kształtu gazony na kwiaty. Najniższa część wykonanego z nich cokołu to jeszcze standardowy klocek prostopadłościenny, ale nad nim umieszczono już jako postument dla figury odwrócone spodem do góry dwa gazony o okrągłym kształcie. Powstał w ten sposób cokół ukazujący jakby dwie nałożone na siebie półkule o różnej wielkości. To - można by rzec – jeszcze nic nadzwyczajnego, ale już wykonana z gazonu osłona nad figurką Maryi prezentuje się nader osobliwie. Na myśl same przychodzą różne skojarzenia: a to, że Matka Boża stoi pod budką telefoniczną, jakie jeszcze w latach 90. XX w. tak licznie można było spotkać. A to znów, że „robi trwałą” w zakładzie fryzjerskim, albo przymierza nieco za duży hełm.... Ot i takim to sposobem, gdzieś na przedmieściach Radomia, pewna rodzina w 2004 r. wymyśliła sobie kapliczkę Maryi, której określenie litanijnym wezwaniem „Przyczyno naszej radości” w tym akurat przypadku pasuje w dwójnasób...

Zapewne większość z czytających te słowa zbierała kiedyś plastikowe nakrętki od butelek, albo przynajmniej słyszała o akcjach typu „Korek dla Martynki”, gdzie uskładanie odpowiedniej ilości zamknięć od napojów itp. pozwalało zebrać fundusze na szczytny cel. Ale czy ktoś z nas przypuszczał, że w akcję „włączyła” się jedna z kapliczek? A może wręcz przeciwnie - na jej przykładzie poznaliśmy wreszcie odpowiedź na frapujące pytanie – co z tymi zebranymi nakrętkami się właściwie dalej dzieje? Miejscowość: Kowalków (gm. Kazanów), obiekt: lastrykowa kapliczka przydrożna, drugie życie nakrętek: wykonany z nich różaniec zawieszony na krucyfiksie kapliczki[xxv]. Recykling wkracza nawet w sferę sacrum...

W okolicach Radomia nie ma chyba żadnej kapliczki poświęconej św. Walentemu, ale jest kapliczka „walentynkowa”. Skąd się wzięła? – Najprostszym tokiem myślenia wypadałoby stwierdzić, że ktoś aż zanadto przyswoił sobie przybyłą zza oceanu modę świętowania 14 lutego „miłości” i przeniósł ją na przydrożny obiekt architektury sakralnej. Ale prawda znana jest być może jedynie twórcy obiektu. A jest nim kapliczka z miejscowości Piróg (gm. Stromiec)[xxvi] – w swej konstrukcji dość typowa, nawet można by rzec – mało interesująca. Po prostu murowany prostopadłościan z piramidalnym, płaskim daszkiem i wnękami, zwieńczony metalowym krzyżem z rurek. Lico obiektu udekorowane jest jednak nietypowymi ozdobami – czerwonymi (szklanymi?) sercami w liczbie 25 (dziewięć we froncie i po osiem po bokach). Całość co prawda przypomina cukierkowe, tandetne kartki walentynkowe, jakimi jesteśmy zewsząd bombardowani w okolicach 14 lutego, ale kto wie – może jest wyrazem wielkiej, gorącej miłości fundatora do Boga...?

O wiele bardziej przyziemne (także w sensie dosłownym) uczucia wyrazili twórcy kolejnego obiektu sakralnego. Konkretnie – krzyża stojącego przed posesją przy ul. Spokojnej 2 w Policznej. Krzyż – „zwykły”: zespawany z metalowych kształtowników. Ale jakie ma towarzystwo! Leży przed nim średniej wielkości posrebrzony kamień z wykutymi datami: „1191-1991” – pamiątka 800-lecia najstarszej pisanej wzmianki o Policznie. A obok: dwie skrzyżowane, postawione na sztorc kosy (zapewne przypomnienie chlubnych tradycji walk narodowowyzwoleńczych, choćby z czasów powstania styczniowego), stare, drewniane koło od wozu (może metafora wielości czasu, jaki się „przetoczył”...?) oraz metalowy pług (tu już chyba jednoznaczne odwołanie do przywiązania chłopów do ziemi). Całość tworzy – powiedziałbym – charakterystyczny wiejski zestaw. Taki policzniański „Happy Mille” – choć do tysiąca brakuje jeszcze dwóch setek...

Osobliwie wyglądają kapliczki słupowe, których zasadnicza część, czyli szafka bądź gablotka wykonane są z ... felgi od koła samochodu (?). Matka Boża, czy inny świątek za mieszkanie tym sposobem otrzymują swoisty rondel (może odwołanie do kolistego symbolu słońca?). Jedna z takich kapliczek, powstała w 2001 r., mieści się przed domem o numerze 111 w miejscowości Białka - Budki Seredzickie (gm. Iłża)[xxvii] Druga – jeszcze bardziej wydatna „Matka Boża Felgowa” – zdobi kapliczkę stojącą za ogrodzeniem posesji prywatnej o numerze 121 w miejscowości Małyszyn Górny (gm. Mirzec).

Wszystkie opisane wyżej przypadki niecodziennych obiektów sakralnych ustępują jednak miejsca obiektowi znajdującemu się przy drodze prowadzącej od wsi do cmentarza w Seredzicach (gm. Iłża). Mamy tu bowiem kapliczkę utworzoną z ... przerobionego betonowego pieca do grillowania – standardowego odlewu, jaki można kupić w sieciowych marketach budowlanych, ale też i u innych lokalnych producentów. Wystarczyło niszę na węgiel drzewny przerobić na wnękę dewocyjną, w zwieńczeniu umieścić krzyż – i kapliczka gotowa. W przypadku obiektu z Seredzic mamy jeszcze do czynienia z napisem, jaki umieszczony został w dolnej części „cokołu”. Brzmi on: „NIEBO I ZIEMIA / PRZEMINĄ / ALE SŁOWA MOJE / NIE PRZEMINĄ”. „Na ruszcie” umieszczone jest tu wyobrażenie Chrystusa wg wizerunku „Ecce Homo”[xxviii]. Z tego co udało się ustalić taka forma kapliczki wynikła najzwyczajniej z tego, że fundator zajmował się produkcją betonowych grilli. Jeden z nich postanowił wykorzystać w wyjątkowo nietypowy sposób. Ale spróbujmy zatrzymać się nad treścią, jaką „nieopatrznie” uzyskał. Ileż tu symboliki! Chrystus na miejscu skwierczącej na ruszcie kiełbaski. Kolejna, nieznana dotąd, boleść drogi krzyżowej...? A może trzeba to rozumieć inaczej...? Piątek, jako pamiątka męki i śmierci Jezusa, dla wierzących i praktykujących katolików powinien wyrażać się jeśli nie postem ścisłym, to przynajmniej wstrzemięźliwością od pokarmów mięsnych. Wielu ludzi stara się tego dotrzymywać. Jednak dla zdecydowanej większości piątek – „tygodnia koniec i weekendu początek” jest najlepszą okazją do grillowania, podczas którego konsumpcja mięsiwa to najczęściej ledwo przygrywka do dalszej zabawy...

Kończąc raz jeszcze pragnę zakomunikować, że opisane przypadki kuriozalnych kapliczek – podane przeze mnie najczęściej w tonacji uśmiechu, nie mają na celu wyśmiewania współczesnych przejawów sztuki „ludowej”, ani tym bardziej piętnowania twórców takich obiektów. Nie są kpiną z głębi ich wiary. Wesołość, czy zadziwienie, jakie opisane obiekty wywołują, to przede wszystkim miara wielkiego bogactwa naszej kultury, która bez tych niecodziennych kapliczek i krzyży byłaby zwyczajnie dużo uboższa, mniej ciekawa i piękna.



[i] Podobnie ja to się stało w przypadku słynnej figury Matki Bożej ustawionej na tle wanny: https://mistrzowie.org/570601 [dostęp: 21 VIII 2018 r.], czy całej masy nieudanych, karykaturalnych przedstawień figuralnych papieża Jana Pawła II – dziś świętego.

[ii] Chodzi o pomalowanie w 2015 r. jaskrawymi farbami kamiennego „Krzyża Wolności” z ul. Limanowskiego 31 w Radomiu. Por. P. Puton, Wiaderko farby nie wystarczy [rozm. przepr. K. Ludwińska], „Gazeta Wyborcza Radom”, 2015, Nr 104, s. 2.

[iii] Por. B. Cieślak, Perły i perełki architektury Gminy Jedlińsk, Jedlińsk 2009, s. 78. Inwentaryzacja własna: 4 IX 2011 r.

[iv] Inwentaryzacja własna: sierpień 2005 r.

[v] Ł. Babula, Kapliczki, figury i krzyże przydrożne Gminy Iłża. Album-Przewodnik, Iłża 2014, s. 33, 113. Inwentaryzacja własna: 1 V 2010 r.

[vi] Inwentaryzacja własna: sierpień 22 II 2014 r.

[vii] Inwentaryzacja własna: 30 VII 2016 r.

[viii] Inwentaryzacja własna: 27 VIII 2016 r.

[ix] Inwentaryzacja własna: 14 V 2016 r.

[x] Inwentaryzacja własna: 12 XI 2016 r.

[xi] Inwentaryzacja własna: 30 IX 2017 r.

[xii] Inwentaryzacja własna: 19 VII 2016 r.

[xiii] Inwentaryzacja własna: 27 VIII 2016 r.

[xiv] Inwentaryzacja własna:27 VIII 2009; 15 X 2016 r.

[xv] Inwentaryzacja własna: 22 V 2012 r.

[xvi] Inwentaryzacja własna: 15 I 2007 r.

[xvii] Inwentaryzacja własna: 14 II 2015 r.

[xviii] Inwentaryzacja własna: 14 II 2015 r.

[xix] Tupac Amaru Shakur.

[xx] Inwentaryzacja własna: 23 IX 2007 r.

[xxi] Inwentaryzacja własna: 23 XI 2012 r.

[xxii] Inwentaryzacja własna: 5 V 2012 r.

[xxiii] Inwentaryzacja własna: 14 V 2016 r.

[xxiv] Inwentaryzacja własna: 15 V 2007 r.

[xxv] Za przekazanie informacji o obiekcie i udostępnienie zdjęcia dziękuję serdecznie Łukaszowi Babuli.

[xxvii] Ł. Babula, dz. cyt., s. 21, 103.

[xxviii] Tamże, s. 92-93, 165.

Regionalny Program Operacyjny Województwa Mazowieckiego 2014-2020